W cyfrowej codzienności niemal bez przerwy towarzyszą nam spersonalizowane algorytmy, które wpływają na nasze doświadczenia. Platformy streamingowe rozpoznają nasze upodobania muzyczne i filmowe, a potem podsuwają playlisty, filmy oraz seriale dopasowane do indywidualnych preferencji. Podobnie działają media społecznościowe, selekcjonujące materiały w sposób nastawiony na utrzymanie naszej uwagi. Za tym mechanizmem stoi prosta zasada: skoro ludzie różnią się między sobą, proponowane rozwiązania też powinny uwzględniać tę odmienność. Tę samą regułę da się odnieść do nauki – najwyższą skuteczność osiągamy wtedy, gdy sposób przyswajania wiedzy odpowiada naszym potrzebom.
Skoro nie ma jednej, uniwersalnej metody nauki, która przynosiłaby identyczne efekty u wszystkich, każdy musi odnaleźć i ułożyć własny sposób działania. Można mówić o osobistym „algorytmie nauki” – zbiorze strategii, technik oraz warunków, które właśnie nam pomagają osiągać najlepsze rezultaty. Stworzenie takiego układu wymaga rozpoznania, czy lepiej odbieramy treści w formie obrazu, czy dźwięku, o jakiej porze dnia najłatwiej utrzymać koncentrację oraz jakie otoczenie wspiera skupienie. Zamiast zmuszać się do wielogodzinnego siedzenia nad notatkami – rozwiązania skutecznego dla jednych, a dla innych źródła frustracji – lepiej dopasować naukę do własnych predyspozycji. Dzięki temu można oszczędzić czas i rozsądniej gospodarować energią.
Większość osób zetknęła się w szkole albo podczas zajęć rozwojowych z pojęciem stylów uczenia się. W piśmiennictwie funkcjonuje wiele odmian tego podejścia, jednak największą popularność zdobyły modele sensoryczne. Ich autorzy przyjmowali, że efektywność nauki zależy od dominującego kanału odbioru bodźców. Najpierw pojawił się nieskomplikowany model VAK (Visual, Auditory, Kinesthetic), który dzielił uczniów na wzrokowców, słuchowców oraz kinestetyków. Później rozszerzono go do wersji VAKT, uzupełniając schemat o element dotykowy (Tactile). Z kolei u schyłku lat 80. XX wieku Neil Fleming przedstawił model VARK, nadal szeroko rozpoznawalny, wzbogacony o dodatkową kategorię związaną z czytaniem i pisaniem (Read/Write).
Choć ta teoria brzmi intuicyjnie i łatwo zyskuje sympatię, badacze od dawna podchodzą do niej z rezerwą. W 2020 roku na łamach czasopisma Frontiers in Education opublikowano przegląd badań, który pokazał, że 89,1% spośród ponad 15 tysięcy nauczycieli z 18 krajów wierzy w skuteczność dopasowania metod nauczania do stylu ucznia. Trudność polega na tym, że nadal nie ma twardych dowodów potwierdzających realne działanie tej strategii. Dodatkowo przypisanie sobie etykiety „wzrokowca” albo „słuchowca” potrafi zamknąć drogę do innych sposobów nauki, przynoszących podobne korzyści. Mimo to nie trzeba całkowicie skreślać tych koncepcji – gdy spojrzeć na nie z dystansem, mogą stać się inspiracją i podsunąć pewne trafne obserwacje na temat tego, w jaki sposób każdy z nas przyswaja wiedzę najsprawniej.
Szukanie najlepszego dla siebie modelu uczenia się nie oznacza od razu sięgania po fachowe testy psychologiczne – na początek wystarczy uważnie przyjrzeć się własnym reakcjom i dać sobie przestrzeń na próby. Dobrym punktem wyjścia staje się namysł nad wcześniejszymi doświadczeniami ze szkoły albo studiów. Trzeba przypomnieć sobie, przy jakich przedmiotach szło nam najsprawniej oraz po jakie sposoby sięgaliśmy w tamtym czasie. Czy treści zostawały w głowie po aktywnym słuchaniu nauczyciela, czy raczej po bazgraniu w zeszycie lub dopisywaniu własnych uwag na marginesach? Równie wiele mówią chwile, kiedy nauka szła opornie – one pokazują, które metody zwyczajnie się nie sprawdziły. Przegląd własnych sukcesów i trudności daje więc cenną bazę do dalszych poszukiwań.
Kolejny krok stanowią eksperymenty. Najlepiej rozpisać serię krótkich prób i w każdym tygodniu skupić się na jednej technice – przez kilka dni pracować z mapami myśli, potem sięgnąć po nagrania audio, a następnie po fiszki. Same testy nie wystarczą, jeśli nie będziemy regularnie zapisywać rezultatów. Po każdej sesji dobrze zanotować nie tylko czas nauki, lecz również własne odczucia wobec danej metody oraz stopień zrozumienia materiału. Po kilku dniach przydaje się krótki sprawdzian, który pokaże, ile informacji naprawdę zostało w pamięci. W ten sposób powstaje osobisty dziennik, odsłaniający z czasem obraz strategii, które przynoszą nam najlepsze efekty.
Coraz częściej zwraca się uwagę, że efektywna nauka nie sprowadza się do sztywnego podporządkowania jednemu „stylowi sensorycznemu”. Świadomość, czy łatwiej utrwalamy obrazy, dźwięki albo zapisany tekst, może pomagać, jednak w dużym stopniu to charakter materiału wskazuje najtrafniejszą drogę pracy. Oś czasu bardzo dobrze porządkuje wydarzenia historyczne, nagrania wraz z powtarzaniem na głos wspomagają naukę języków, natomiast schematy i modele ułatwiają pojęcie procesów biologicznych oraz fizycznych. Własne upodobania najlepiej więc potraktować jako pierwszy trop i łączyć je z technikami dobranymi do konkretnego przedmiotu.
Bez względu na wybraną formę sedno skutecznej nauki stanowi aktywne opracowywanie wiedzy. To właśnie ono sprawia, że informacje nie tylko pozostają w pamięci, lecz także stają się zrozumiałe i przydatne w praktyce.
Są metody o szerokim zastosowaniu, które usprawniają uczenie się niezależnie od osoby. Wyznaczają ramy sprawnej pracy intelektualnej i pomagają rozsądniej gospodarować energią oraz czasem, zamiast dokładać kolejne godziny spędzone nad notatkami. Lepiej porzucić poszukiwanie jednej cudownej recepty i sięgnąć po kilka sprawdzonych zasad, które wspierają pracę mózgu na wielu poziomach.
Nie pomijaj sygnałów płynących z organizmu – jeśli mimo wysiłku koncentracja nadal sprawia trudność, porozmawiaj z lekarzem. Specjalista może zlecić badania, zaproponować suplementację wybranych składników – na przykład witamin z grupy B, witaminy D czy pozostałych witamin i minerałów – albo wskazać inne sposoby wspierające pracę mózgu.
Skuteczna nauka nie sprowadza się do powielania cudzych sposobów ani do zwiększania liczby godzin spędzanych nad podręcznikami. Każdy człowiek dysponuje innym zestawem predyspozycji oraz upodobań, a to właśnie one wpływają na tempo i łatwość przyswajania informacji. Chwila namysłu nad własnym stylem pracy i znalezienie rozwiązania dopasowanego do siebie przynoszą korzyści nie tylko na studiach, lecz również później – w życiu zawodowym. Lepiej więc zrezygnować z ciągłego mierzenia się z innymi oraz z presji dopasowania do norm, które wcale nam nie służą, i oprzeć się na własnych obserwacjach. Gdy sprawdzamy rozmaite sposoby nauki – od map myśli po notatki głosowe – oraz wybieramy narzędzia zgodne z własnymi potrzebami, łatwiej o lepsze rezultaty, niższy poziom stresu i większą satysfakcję z samego zdobywania wiedzy.
Autor tekstu: Julia Kamińska
Artykuł powstał we współpracy z partnerem serwisu.
Źródła:
Źródło: Whitepress